
Dobra, zakładamy suche pieluchy i lecimy z tematem od zera. Przykładowo masz susz 20% THC i chcesz wiedzieć, ile realnie wpadnie ci do ediblesa, a nie ile obiecuje ci marketing albo Twoja stara po wylewie.
Krok 1: Surowy materiał
20% THC oznacza, że w 1 gramie suszu teoretycznie siedzi 200 mg THC albo raczej THCA, bo w roślinie to głównie kwas, czyli nie klepiące THC.
Brzmi pięknie ale w praktyce to jak obiecywanie, że w butelce wódki jest 40% alkoholu – technicznie prawda, ale po drodze sporo się ulatnia, wylewa i wsiąka w dywan.
Krok 2: Dekarboksylacja czyli „upieczenie”, żeby THC w ogóle działało.
THCA samo z siebie nie jebnie Cię jak THC. Trzeba je podgrzać.
W idealnym świecie konwersja wynosi około 87–90%. W domowych warunkach, gdzie piekarnik ma tolerancję jak żyd do araba, realnie zostaje ci 70–85%.
Czyli z tych 200 mg teoretycznych robi się coś w stylu 140–170 mg aktywnego THC na gram.
Już tu zaczyna się pierwsze oszustwo wszechświata, gorsze od tego jak odkryłeś ze Mikołaj to Twój stary.
Krok 3: Ekstrakcja do tłuszczu masło, olej kokosowy, cokolwiek tłustego. W tym kroku tak naprawdę kryje się jeszcze inny diabeł, ale nie będę tego teraz poruszał.
Tu zaczyna się prawdziwa loteria.
Domowa ekstrakcja (gotowanie, wlewanie, cedzenie przez gazę jak w średniowieczu) wyciąga zazwyczaj 60–80% tego, co było po dekarboksylacji. Reszta zostaje w odpadkach, na łyżce, na blacie albo już dawno wdeptałeś to w dywan.
Bierzemy optymistycznie 70%:
Z 1 g suszu 20% → po wszystkim realnie ~100–120 mg THC w tłuszczu.
Pesymistycznie bo życie lubi czasem dojebać – nawet 70–90 mg.
Krok 4: Robisz z tego ediblesa i dzielisz na porcje
Załóżmy, że wrzuciłeś ten olej do jednej foremki brownie.
Teoretycznie na start masz 200 mg.
Po stratach dekarboksylacji + ekstrakcji: realnie 70 -120 mg w całej foremce. No może 150 mg jak nie odcedzisz i wrzucisz razem z fusami.
Dzielisz na 20 kawałków, wychodzi 7.5 mg na kawałek.
I tu pojawia się kontrowersyjna prawda: Przeciętny joint z tego samego grama 20% do krwiobiegu dostarcza około 50 mg THC, pozostała cześć leci w powietrze, nie nadarza się spalać itp.
Spożywając ciasteczko jak wcześniej wyliczyliśmy z 7.5 mg to dla początkujących dobra dawka, dla starych wyjadaczy dwa lub trzy to już lot w kosmos. Prawdziwa magia zaczyna się w wątrobie, wątroba przekształca THC w 11-hydroksy-THC. To jest ten moment kiedy przyroda łomota Cie kijem po jajach. To co wytwarza wątrobą jest 3 razy bardziej psychoaktywne niż THC z lolka. Siedzi w krwiobiegu głębiej, przełamuje barierę krew/mozg z większym hukiem i zostaje na kilka godzin dłużej. Na dodatek to bomba z opóźnionym zapłonem.
Jak poprawić biodostepność edibles, jakice tłuszcze są najlepsze i co zrobić żeby nie wystrzelić z trampek poza orbitę opisze innym razem.
👁️ Wyświetleń: 0